Opłata wyjazdowa z Kuby i inne mity. Ale… hiszpański musisz znać!

Kuba
samochód na Kubie

Zwykle skupiamy się tu na językach. I obiecuję, o kubańskim hiszpańskim też za chwilę będzie. 🙂 Ale najpierw kilka informacji praktycznych o podróżowaniu po Kubie – dla tych, którzy łakną ich jak kania dżdżu, a w internecie same „aktualności” sprzed… stuleci. Zaczynamy więc od tego, czego sama szukałam zawzięcie, a znalazłam tylko w jednym miejscu, bo większość przewodników i blogów ma już swoje lata. Mamy marzec 2017. Opłata wyjazdowa z Kuby nie obowiązuje od maja 2015 roku. Czyli żadnych 25 CUC od osoby nie trzeba sobie zostawiać. 🙂 Szczęśliwi? To jedziemy dalej.

Wjazd na Kubę

Aby wjechać na Kubę, potrzebny jest paszport i wiza lub tzw. karta turysty (tarjeta de turista). Kartę turysty bez problemu można zdobyć, nie wychodząc z domu. Wystarczy wysłać w tej sprawie e-mail do jednego z pośredniczących biur podróży. Warto jednak wcześniej porównać ceny, bo marże potrafią znacznie się różnić. My swoje karty turysty załatwiliśmy szybko i sprawnie e-mailem – w biurze Opal Travel.

Oprócz wizy należy mieć potwierdzenie rezerwacji przynajmniej pierwszego noclegu, ubezpieczenie oraz 100 CUC na osobę dziennie (lub kartę kredytową). Kubańskie służby mają prawo od Was tego wymagać, więc jeśli chcecie czuć się pewnie, powinniście o to wszystko zadbać. W praktyce – nie widziałam (a obserwowałam bacznie całą kolejkę), aby straż graniczna kogokolwiek o te dodatkowe „zabezpieczenia” prosiła. Na deklarację celną też ledwie rzucili okiem…

Noclegi na Kubie

Ten moment… gdy dowiadujecie się, że do wjazdu konieczne jest potwierdzenie rezerwacji noclegu, a popularne strony „nie oferują możliwości rezerwacji hotelu na Kubie”. Albo ceny noclegów w kilku dostępnych na nich hotelach wyczerpują Wasz budżet podróżniczy na najbliższy rok… I co teraz?

Najpopularniejszą formą noclegu na Kubie jest wynajęcie pokoju w mieszkaniu prywatnym u osób, które świadczą takie usługi turystom. Takie mieszkanie lub dom to tzw. casa particular. Ceny noclegów wahają się od 20 do 30 CUC za pokój, ale wszystko oczywiście zależy od Waszych umiejętności negocjacyjnych, od miejsca i sezonu. Nam zdarzało się zapłacić mniej. Noclegi możecie zarezerwować na takich stronach jak ta, ta lub ta, ale ja akurat nie miałam takiej potrzeby, więc trudno mi powiedzieć, jak strony te sprawdzają się w praktyce…

Casas particulares

Jeśli chodzi o mnie, to na jednym z polskich forów znalazłam adres pewnego mieszkania w Hawanie, napisałam e-mail z prośbą o rezerwację i praktycznie natychmiast dostałam potwierdzenie. Był to strzał w dziesiątkę i jak najbardziej polecam Wam to miejsce. Ten adres to B&B Sarita Rooms. Wygodne mieszkanie, dobrze położone,  a od właścicielki otrzymacie od razu dokładne wskazówki, co zrobić po przyjeździe na Kubę. Na miejscu dostaniecie też listę mieszkań z pokojami do wynajęcia w innych miastach. Oczywiście nie musicie z niej korzystać, ale to najwygodniejsze, co możecie zrobić. Każdy gospodarz, u którego się zatrzymacie, może w Waszym imieniu zadzwonić do wybranego domu z listy lub jakiegokolwiek innego (wystarczy, że podacie miasto, oni wszędzie mają krewnych i znajomych…) i zarezerwować Wam nocleg w kolejnym mieście. Nawet jeśli w wybranym domu nie będzie już miejsc, znajdą Wam coś innego, w tej samej cenie. Na bank!

Podróże po Kubie

Jeśli macie dużo czasu i bardzo ograniczony budżet, możecie próbować podróżować transportem publicznym. To jednak spore wyzwanie, wymagające dużo cierpliwości. Możecie także podróżować specjalnymi autokarami dla turystów, które jednak są dużo droższe i też nie zawsze dogodne (odjeżdżają jedynie raz lub dwa razy dziennie, a bilety zwykle można kupić tylko na godzinę przed odjazdem). W podobnej cenie możecie podróżować taksówkami zbiorowymi (mniej wygodne, ale odjeżdżają częściej) albo… zamawiać sobie taksówki prywatne. Jeśli podróżujecie w 4 osoby, to doskonałe wyjście, bo taką taksówką możecie przejechać nawet kilkaset kilometrów w cenie zbliżonej do autokaru dla turysty. Taksówek możecie szukać na własną rękę, ale polecam, aby pozwolić zamówić je właścicielom mieszkań, w których nocujecie. Wtedy zwykle są tańsze (bo kierowcami są ich krewni i znajomi) i dużo pewniejsze. Na pewno nie czeka Was na końcu żadna nieprzyjemna niespodzianka (zły adres, zawyżona cena itp.).

Internet na Kubie

No i tu – klops. Internet na Kubie jest, ale… skorzystanie z niego to nie lada wyzwanie. Opłaty roamingowe są bardzo wysokie, więc mimo wszystko lepiej korzystać z internetu lokalnego. I tak: w punkcie ETECSA kupujecie za 2 CUC kartę z kodem, która daje Wam godzinny dostęp do sieci. Punktów ETECSA jest mało i karty nie zawsze tam są („po 16.00 może będą…”). Możecie ewentualnie kupić kartę u tzw. konika za 3 lub 4 CUC (jak dolary w PRL-u…). Następnie musicie znaleźć w mieście miejsce, w którym udostępniana jest publiczna sieć Wi-Fi (najczęściej jest ich tylko kilka w mieście, na głównych placach lub przy większych pomnikach), połączyć się z siecią WIFI_ETECSA i wpisać swój kod z karty. Miejsca z Wi-Fi rozpoznacie po dużym skupieniu ludzi dziko klikających w telefony. 😉

Co zawieźć?

W internecie widziałam sporo pytań o to, co zawieźć Kubańczykom, którzy – wiadomo – wesołego życia nie mają. I porady: stare telefony komórkowe, długopisy, drobną elektronikę. To już trochę nieaktualne. Ci Kubańczycy, którzy mają kontakt z turystami, to wszystko często już mają. Wielu innych też. Jeśli chcecie koniecznie im coś zostawić, to weźcie słodycze dla dzieci i zostawcie gospodarzom zawartość Waszej apteczki przed wylotem z Kuby. To też będzie ok.

Czym płacić na Kubie?

Kart płatniczych czy kredytowych na Kubie praktycznie nie ma gdzie używać (a jeśli już, to zwykle działa tylko VISA, a MasterCard już nie). Chyba że w bankomatach albo kantorach. Najczęściej płaci się gotówką. Za mieszkania, transport, bilety wstępu czy w restauracjach turyści płacą w peso wymienialnych – CUC (1 CUC to ok. 1 euro). W ulicznych jadłodajniach, restauracjach dla tubylców (są i takie, pyszne i tanie, ale trzeba poszukać!), nawet w niektórych sklepach państwowych (rum!) można płacić w lokalnych peso – CUP. 25 CUP to 1 CUC. Najlepiej stopniowo wymieniać przywiezione ze sobą euro w kantorach (ewentualnie używać w kantorach kart płatniczych).

Opłata wyjazdowa z Kuby zniesiona – czy zostawiać sobie choć jedno CUC?

Skoro opłata wylotowa z Kuby już nie obowiązuje, to pytanie: czy w ogóle zostawiać sobie jakieś CUC na koniec? Można. Z dwóch powodów. W sklepach na hawańskim lotnisku obowiązują ceny urzędowe, więc pamiątki typu rum, cygara i kawę można kupić już tam, żeby wcześniej ich nie dźwigać (sklepy są zarówno przed, jak i za kontrolą bezpieczeństwa, ale kawa często jest tylko za nią). A z płatnościami kartą na lotnisku bywa… różnie. Gdy my wylatywaliśmy, jedyny bar za kontrolą bezpieczeństwa akurat przyjmował tylko gotówkę, a przelicznik na euro i dolary miał fatalny, więc te 5–6 CUC na osobę można mieć, jeśli ktoś chce zjeść obiad na lotnisku. I tyle. Bez CUC także da się przeżyć. 😉

Gdzie szukać aktualnych informacji?

Wiem, że szukanie informacji w internecie jest frustrujące. 🙁 Często są niepełne, nieprecyzyjne lub nieaktualne. Ten post też niedługo się zdezaktualizuje. Dlatego zawsze polecam stronę Polak za granicą polskiego MSZ i – w razie wątpliwości stronę ambasady lub konsulatu danego państwa (a nawet telefon, a co!). Tam znajdziecie rzetelne informacje i – co ważne – zwykle aktualniejsze niż na przeróżnych blogach.

Mam jeszcze jedną sugestię – jeśli wyjeżdżacie w rejony, które bywają niebezpieczne (konflikty, katastrofy naturalne, niestabilna sytuacja), zgłoście swoją podróż na stronie Odyseusz. Dzięki informacjom podanym w zgłoszeniu polskie placówki dyplomatyczne w razie konieczności szybciej się z Wami skontaktują, szybciej otrzymacie też wszelkie informacje i pomoc. Nie tylko Wy – także Wasi bliscy, którzy pozostają w kraju i mogą na takie informacje czekać.

Język hiszpański na Kubie. Czym się różni od tego w Hiszpanii?

Oczywiście trochę gramatyką (zaimki osobowe!) i trochę słownictwem. Ale jest zrozumiały, nawet dla początkującego. Trzeba tylko mocno się wsłuchać, a po jakimś czasie (2–3 dni?) w głowie następuje klik! i… już wszystko jasne. Poza tym, że Kubańczycy mniej seplenią („c” i „z” wymawiają jak „s”), to np. połykają końcowe „s” oraz liczne spółgłoski w środku wyrazu, tak więc wielu słów trzeba domyślać się z kontekstu (mirador to miraor, explicar to eplicar itp.). Nie jest łatwo, ale da się żyć. 😉 Natomiast bez hiszpańskiego… nie polecam się wybierać.

Kubańczycy angielskiego zwykle nie znają, więc jakiekolwiek dyskusje o cenach, rezerwowanie przejazdów, noclegów, wyjaśnienia lokalnych przewodników wchodzą w grę właściwie tylko po hiszpańsku. Angielski może wystarczyć w restauracji, ale zwykle tylko tam. Znajomość choćby podstaw hiszpańskiego oszczędza mnóstwo czasu, nerwów i pieniędzy (łatwiej negocjować). Dlatego naprawdę polecam pouczyć się trochę, choćby przez dwa tygodnie przed wyjazdem. Pamiętajcie, że z internetem tam krucho, więc tłumacz czy słownik on-line się nie sprawdzą!

Jeśli chcecie znaleźć coś odpowiedniego na ostatnią chwilę, to polecam Starter (dla bardziej uporządkowanych) lub Rozmówki hiszpańskie i karty do gry 2w1 (to propozycja dla wszystkich). Możecie też pobrać aplikację na smartfon – Starter lub gratisowy Hiszpański na początek z praktycznymi zwrotami, niezbędnymi w podróży.

I to tyle. Mam nadzieję, że te wiadomości Wam się przydadzą. 🙂 Pamiętajcie jednak, że będą aktualne tylko przez jakiś czas!