Języki na wakacjach (1) Francja: Czy angielski wystarczy?

autostopowicz

Założę się, że przed każdym wyjazdem na zagraniczne wakacje zadajecie sobie pytanie: Zaraz, zaraz, ale jak ja się tam dogadam? I pewnie zazwyczaj, po krótkiej chwili niepokoju, opowiadacie sobie: eee, po angielsku – jak zawsze! Przecież Francja (Włochy, Hiszpania – wstaw tutaj dowolny kraj Unii Europejskiej) to cywilizowany kraj, angielski na pewno wystarczy… Cóż, nie zawsze!

Wiadomo – na lotnisku, w hotelu, zazwyczaj także w wypożyczalni samochodów sprawa jest prosta. Pracujące tam osoby znają angielski, bo tego wymaga od nich pracodawca. Ale sprzedawca w dowolnym sklepie, pracownik warsztatu samochodowego, wypożyczalni rowerów, policjant czy zwykły przechodzień – już nie zawsze. A to właśnie na takie osoby będziecie często zdani, jeśli podróżujecie na własną rękę.

Nie chcę pisać tutaj o sytuacjach ekstremalnych, w których możecie potrzebować pomocy lekarza lub policji (choć warto też o tym pomyśleć) – w takiej sytuacji prawdopodobnie wystarczą zwykłe rozmówki francuskie lub podręczny słownik. Chodzi mi o sytuacje socjalne, towarzyskie, w których znajomość choćby podstaw francuskiego znacznie ułatwi Wam życie lub uchroni przed niepotrzebnymi wydatkami. Oto przykład z mojej ostatniej podróży:

Martynika (jedna z wysp na Karaibach) to zamorskie terytorium Francji – obowiązuje tam euro, koszty roamingu są takie jak w całej UE (mimo że to już przecież Ameryka), mieszkańcy mówią po francusku lub lokalnym dialektem (kreolskim). Po zakończonym rejsie oddawaliśmy tam jacht pewnej firmie czarterującej, której pracownik mówił po angielsku, delikatnie rzecz ujmując, tak sobie… Samo oddanie jachtu przebiegło bez problemu, człowiek ten był zresztą uszczęśliwiony, że może rozmawiać z nami we własnym języku. Kiedy miał już odchodzić, zapytałam go, jak zorganizować transport na lotnisko dla jedynej osoby spośród nas, która odlatywała następnego dnia. Zaproponował taksówkę. I tu dopiero naprawdę przydał się francuski! Gdybyśmy rozmawiali po angielsku (przy jego stopniu znajomości tego języka), rozmowa prawdopodobnie na tym by się zakończyła, ponieważ miałby spore problemy z przedstawieniem nam alternatywnego rozwiązania i nie chciałoby mu się tłumaczyć nam wszystkiego w języku angielsko-migowym. Ponieważ jednak rozmowa po francusku była dla niego naturalna, w zwykłym odruchu życzliwości postarał się nam wytłumaczyć, jak rozwiązać sprawę inaczej. Zaproponował, aby wziąć lokalną „taksówkę zbiorową”, wydobył ze swojego kolegi (gdyż sam nie był pewny) informację, jak dotrzeć na jej postój i w jakich godzinach odjeżdża, narysował nam dokładną mapkę, a na koniec zaproponował jeszcze, że jeśli tylko będzie w pobliżu w momencie, kiedy ta osoba będzie chciała wyruszyć, to może ją podwieźć. Przy czym koszt taksówki zwykłej to ok. 30 euro, a zbiorowej – 5 euro…

To tylko jeden z przykładów, dlaczego zawsze warto opanować podstawy lokalnego języka – zyskacie sobie życzliwość mieszkańców i często uzyskacie spontaniczną pomoc w najmniej oczekiwanych momentach. Na pewno słyszeliście opowieści, że Francuzi, gdy słyszą kaleczącego ich język cudzoziemca, przechodzą na angielski. Ale zdarza się to tylko w niektórych przypadkach (np. hotele, restauracje) – wtedy, jeśli ci Francuzi znają angielski przynajmniej dobrze i użycie go gwarantuje im szybszą obsługę „delikwenta”. W pozostałych przypadkach znajomość francuskiego może prawie „uratować” Wam życie. A przynajmniej oszczędzić nerwów czy wydatków…

Dlatego, jeśli planujecie wyjazd do Francji lub na jedną z należących do niej wysp, koniecznie zainwestujcie w naukę języka! Może to być jakiś szybki kurs francuskiego online (polecam Wam stronę 6ka.pl), ale doskonale nadadzą się do tego również FISZKI – osobom absolutnie początkującym polecam Starter (dostępny także jako aplikacja mFISZKI w wersji na Androida – zawarte tam nagrania bardzo ułatwią Wam naukę), a osobom trochę bardziej zaawansowanym – Konwersacje francuskie, które są właśnie naszym Produktem Tygodnia – znajdziecie je tutaj w specjalnej promocji! 🙂