Chiny: bez tego zwrotu nie jedź!

chiny

Istnieją pewne zwroty, które „ratują nam życie”. Czasem zaskakujące, czasem zupełnie zwyczajne. Zazwyczaj trudno wcześniej przewidzieć, który to będzie zwrot, ale podczas każdego wyjazdu za granicę przynajmniej jeden z nich okazuje się hitem. W takich właśnie „hitach” specjalizuje się nasz kolega, którego historię o „niezbędnych” zwrotach francuskich możecie przeczytać tutaj, a który przed każdym wyjazdem za granicę wypytuje mnie o rozmaite słówka (czasem zupełnie dziwne), a potem uczy się ich na pamięć i wyrusza na kolejną wyprawę (czasami zresztą dopytuje się już w trakcie wyjazdu w reakcji na bieżące potrzeby…). I tak też zrobił przed wyjazdem do Chin.

Podstawowe chińskie zwroty

Na początek – wiadomo – nauczył się kilku zwrotów grzecznościowych (zapiszę je tutaj fonetycznie po polsku, aby każdy mógł je poprawnie wymówić), gdyż już zwyczajne „dzień dobry” („ni hao”) lub „dziękuję” („sie sie”) pomagają otworzyć wiele drzwi i pozytywnie nastawiają tubylców (potem, z reguły, wystarcza już angielski). W przypadku Chin sprawa jest jednak o tyle utrudniona, że po angielsku nie mówi tam prawie nikt. Naprawdę – prawie nikt. Nawet w centrum Pekinu pracownik biura informacji turystycznej rozmawia po angielsku za pośrednictwem ekranu komputera i translatora Google. A wiadomo, co taki translator czasami potrafi… Tak więc oprócz wspomnianych zwrotów, kolega nauczył się także zdań „Czy są pyzy?” („Joł mej joł bałdzy?”), „Czy jest piwo?” („Joł mej joł pidzioł?”), „Gdzie jest toaleta?” („Cesło dzaj nar?”), „Ile płacę?” („Duo szao cien?”). To właściwie wystarczało i świetnie sobie radził, wzbudzał przy tym ogromny entuzjazm u zagadywanych Chińczyków i generalnie był z siebie niezmiernie zadowolony (trochę gorsza sprawa, że najczęściej nie rozumiał odpowiedzi). Aż w końcu trafił do chińskiego metra…

Chińskie metro

Chińskie metro to opowieść sama w sobie – na początku każdy jest zaskoczony, że pasażerowie na peronie stoją wzdłuż strzałek, w równiutkich kolejkach do miejsc, w których znajdą się drzwi pociągu. I ten zachwyt nad porządkiem i kulturą trwa do momentu, aż przyjedzie pociąg. Wtedy tłum porzuca te równiutkie kolejki i rzuca się bezładnie do drzwi, aby jak najszybciej wejść – nie ma przy tym zwyczaju czekania, aby wypuścić wysiadających. W drzwiach pociągu toczy się walka – kto silniejszy, z tyłu, w godzinach szczytu, pasażerów upychają specjalni pracownicy metra. Koszmar. Jeśli już ma się to szczęście, że się wsiadło, pojawia się następny problem – trzeba wysiąść… Pasażerowie stłoczeni w metrze mają jedną myśl: „Jeśli nie dopcham się do wyjścia odpowiednio wcześnie, to nie wysiądę, bo wsiadający wepchną mnie z powrotem. A więc – ruszam już teraz”.

Chiny i Ty – najważniejszy zwrot

I tu właśnie niezmiernie przydatny okazał się zwrot „Ja też tu wysiadam!” (brzmi mniej więcej jak: „Ło je sia!”). Dzięki niemu udawało się ustać w metrze bez ciągłej walki z napierającymi na plecy osobami przygotowującymi się do opuszczenia pociągu. To może brzmieć zabawnie, ale wcale takie nie jest. Zwłaszcza po kilku dniach. Ten zwrot powodował, że nacierający Chińczycy przebierali nerwowo nogami, ale przynajmniej nie napierali na plecy, nie popychali, nie przeciskali się obok. I naprawdę działał.

Zachęcam Was zatem, aby przed każdą podróżą nauczyć się choć kilku słów w języku tubylców. Język chiński nie jest łatwy, nauka chińskiego przed samym wyjazdem nie ma wielkiego sensu, ale przecież dłuższe podróże planujemy zazwyczaj kilka miesięcy wcześniej (trzeba zaplanować urlop, kupić bilety lotnicze), więc może warto zainwestować w dobry kurs chińskiego online lub kupić chociaż rozmówki chińskie i jeszcze przed wyjazdem wybrać z nich kilka zwrotów, które mogą się przydać? Chiny potrafią zaskoczyć…

„Szybka nauka chińskiego” brzmi co prawda trochę jak „bądź piękny, młody i bogaty”, ale czasami warto podjąć wyzwanie, a podstawy chińskiego możecie naprawdę szybko opanować z naszym Starterem chińskim 🙂