„Pokaż język, native speakerze!” – jak dobrze wybrać nauczyciela języka obcego

dziewczynka

Przyznaję, osłupiałam, gdy pewnego dnia Duża Mi przyszła ze szkoły i oznajmiła, że Sharon, jej nauczycielka angielskiego, niestety coraz lepiej zna język niemiecki i używa niemieckich słów na lekcji angielskiego. Specjalnie wybraliśmy szkołę z programem GEPS, gdzie uczniowie każdego dnia mają jedną godzinę zajęć z anglojęzycznym native speakerem, a tu taki klops!

Korzystając ze zbliżającej się wywiadówki, poprosiłam nauczycielkę o wyjaśnienie. Okazało się, że poziom znajomości języka w klasie jest bardzo zróżnicowany i Sharon, aby ułatwić nieco naukę najsłabszym dzieciom, gdy widzi, że kompletnie nie mogą się odnaleźć, używa niemieckich poleceń. Zgodziłyśmy się, że w klasie, gdzie uczy się ponad dwadzieścioro dzieci, niektóre z nich zaczynają naukę od zera, inne miały angielski w przedszkolu, a jeszcze inne pochodzą z rodzin, w których mówi się po angielsku, nie da się inaczej prowadzić lekcji. Nauczycielka obiecała też zająć się intensywniej tymi uczniami, którzy potrzebują bardziej zaawansowanego słownictwa oraz trudniejszych ćwiczeń.

Pamiętajmy, aby przy wyborze nauczyciela języka obcego kierować się kilkoma kryteriami, o których pisałam tutaj, również jeśli chodzi o rodzimego użytkownika języka obcego. Nie każdy Anglik, Kanadyjczyk czy Amerykanin jest nauczycielem! Ba, każdy z nich mówi z innym akcentem, co może się nawet okazać problematyczne w codziennym życiu.

Dlatego też, również native speaker musi wykazać się odpowiednim wykształceniem, przygotowaniem pedagogicznym oraz doświadczeniem zawodowym.

Oglądałam kiedyś program telewizyjny o amerykańskim biznesmenie z branży nieruchomości, mieszkającym w Nowym Yorku (nie był to Donald Trump). Stwierdził on, że rynek nieruchomości w USA jest już nasycony (wiadomo – Donald Trump ), ale rynek chiński niesie ze sobą nieograniczone możliwości. Postanowił więc, że jego świeżo narodzona córka będzie wychowywana bilingwalnie – po angielsku i po chińsku. Do całej sprawy podszedł niezwykle profesjonalnie, bardzo długo wybierano chińską nianię, która miała doskonale referencje, a jej umiejętności językowe sprawdzali profesorowie. Czy aby mówi bez naleciałości, no i czy używa języka mandaryńskiego, a nie jakiegoś dialektu, którym posługuje się jedynie sto milionów Chińczyków… Niania ta zarabiała wielokrotność stawki, jaką dostaje „zwykła” opiekunka. Jeśli więc kiedyś usłyszycie o amerykańskiej bizneswoman, która robi świetne interesy w Chinach i rozmawia z tubylcami bez obcego akcentu, to na pewno będzie ona. 😉